Teatr Powszechny w Łodzi

10. Ogólnopolski Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych (2004 r.)


10 Ogólnopolski Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych

styczeń – luty – marzec 2004

X festiwal plakat

 UROCZYSTOŚĆ reż. Grzegorz Jarzyna, Teatr Rozmaitości, Warszawa

10 stycznia godz. 19.00 Inauguracja Festiwalu

11 stycznia godz. 19.00

 

RODZEŃSTWO reż. Krystian Lupa, Stary Teatr, Kraków

17 stycznia godz. 18.00

 

KALKWERK reż. Krystian Lupa, Stary Teatr, Kraków

18 stycznia godz. 18.00

 

ZWYCIĘSTWO reż. Helena Kaut-Howson, Teatr Współczesny, Wrocław

24, 25 stycznia godz. 19.00

 

CZEGO NIE WIDAĆ reż. Juliusz Machulski, Teatr Powszechny, Warszawa

29, 30 stycznia godz. 19.00

 

WAMPIR reż. Marcin Sławiński, Teatr Nowy, Zabrze

31 stycznia, 1 lutego godz. 19.00

 

SZPITAL POLONIA reż. Paweł Kamza. Teatr im. Modrzejewskiej, Legnica

14, 15 lutego godz. 19.00

 

PIĘKNA LUCYNDA reż. Eugeniusz Korin, Teatr Powszechny, Łódź

21, 22 lutego godz. 19.00

 

NAMIĘTNA KOBIETA reż. Maciej Englert, Teatr Współczesny, Warszawa

28, 29 lutego godz. 19.00

 

GOŚĆ SPECJALNY!!!

 Petr Zelenka

OPOWIEŚĆ

O ZWYCZAJNYM SZALEŃSTWIE reż. Petr Zelenka, Dejvickie Divadlo, Praga

(„Pribehy obycejneho silenstvi”) 6 marca godz. 19.00 Zakończenie Festiwalu

7 marca godz. 19.00

 

Po każdym pierwszym przedstawieniu zapraszamy do Klubu Festiwalowego na spotkania z twórcami, aktorami i dyrektorami Teatrów. Spotkania będą przygotowywane i prowadzone przez studentów Teatrologii Uniwersytetu Łódzkiego pod kierownictwem dr Małgorzaty Leyko.

 

Teatr Rozmaitości, Warszawa

Thomas Vinterberg, Mogens Rukov

UROCZYSTOŚĆ

„Festen”

przekład Elzbieta Frątczak-Nowotny

adaptacja sceniczna Bo hr Hansen

reżyseria, opracowanie muzyczne H 7

kostiumy Magdalena Maciejewska

muzyka Paweł Mykietyn

światło Piotr Pawik

choreografia Iwona Olszowska

 

premiera 5 czerwca 2001

 

obsada:

Helge Jan Peszek

Else Ewa Dałkowska

Christian Andrzej Chyra

Michael Marek Kalita

Helene Danuta Stenka

Mette Aleksandra Konieczna

Dziadek Gustaw Lutkiewicz

Babcia Danuta Szaflarska

Gbatokai Christian Emany

Pia Magdalena Cielecka

Michelle Aleksandra Popławska

Służący Wojciech Kalarus

Kim Redbad Klynstra/ Waldemar Obłoza

Wuj Leif Lech Łotocki

Helmut Edward Żentara/ Adam Ferency/ Mariusz Benoit

Ciotka Magdalena Kuta

Preben Stanisław Sparażyński

Bent Marek Kępiński

Kelner Tomasz Borkowski/Marcin Tyrol

Kucharz Adam Marszalik

 

AUTORZY. Thomas Vinterberg, Mogens Rukov. Programowy film duńskiej Dogmy z 1998 roku.

 

REŻYSER

Mam kłopot z Grzegorzem Jarzyną. I nie tylko ja – wszyscy go mamy. Oczekiwania wobec najbłyskotliwszego debiutanta ostatnich lat i szefa teatru Rozmaitości są spore. A on uparł się, by skomplikować życie sobie, publiczności i krytykom. Po zachwytach nad czterema pierwszymi przedstawieniami przyszły dwa lata chude, wypełnione intelektualnymi kompromitacjami reżysera podczas realizacji „Doktora Faustusa” Manna i opierającego się na „Idiocie” Dostojewskiego „Księcia Myszkina”. Zrozumiawszy, ze adaptator z niego raczej nie najlepszy, Jarzyna przestał zdobywać teatralne Himalaje i wrócił do mozolnego wykuwania własnej niszy. Może ochłonął, może dojrzał. Na razie poprzestał na tym, co najlepiej potrafi. A co potrafi? Umie pracować z aktorami. Zna się na promocji swojego talentu. Ma własny, lekki i natychmiast rozpoznawalny, choć zarazem trudny do podrobienia, styl. I stale szuka czegoś nowego. Łukasz Drewniak „Przekrój”

Do roli idola Grzegorz Jarzyna predestynowany jest jak mało kto; łączy niewątpliwy talent i odwagę z ogromną, jak się zwykło mówić, medialnością. Jego przedsięwzięcia dają się lansować: projektowane z rozmachem, niebanalnie oprawione, lśniące. Ba, nawet każdorazowe kłopoty z dotrzymaniem terminu premiery, tudzież zabawy reżysera z pseudonimami (tym razem nazywał się H7) dopełniają atmosfery medialnej sensacji. W zgiełku tym trudno wszakże o niezacietrzewioną analizę twórczego rezultatu. Status idola wyklucza niuanse i oceny pośrednie; albo jesteś w klubie – albo lepią ci gębę wroga. Jacek Sieradzki „Polityka”

 

O PRZEDSTAWIENIU

Najnowszy spektakl Grzegorza Jarzyny, występującego tym razem pod pseudonimem H7, jest wstrząsającym oskarżeniem społeczeństwa żyjącego w kłamstwie. W programie do „Festen” („Uroczystość”) informacje o obsadzie i realizatorach zajmują jedną kartkę, pozostała część to broszura napisana przez socjologów i seksuologów z fundacji Dzieci Niczyje, której tematem jest wykorzystywanie seksualne dzieci. Dlaczego ta broszura znalazła się w teatrze, a nie w Centrum Dziecka i Rodziny? Odpowiedź przynosi sztuka „Uroczystość”. Jej osnową jest scenariusz, na podstawie którego Thomas Vinterberg i Mogens Rukov nakręcili „Festen”. Opowiada on o uroczystej kolacji z okazji 60. urodzin właściciela ziemskiego Helge. Podczas przyjęcia jego dorosły syn zamiast życzeń składa publiczną spowiedź, w której ujawnia, że on i jego siostra byli w dzieciństwie gwałceni przez ojca. Okazuje się ,że niedawna, samobójcza śmierć siostry miała bezpośredni związek z jej traumatycznymi przeżyciami z dzieciństwa. Uroczysta feta zamienia się w piekło wzajemnych oskarżeń(…) „Uroczystość” pokazuje, że można z powodzeniem połączyć społeczny temat z artystycznym teatrem. Krytycy nurtu społecznego w teatrze zarzucali mu publicystykę i odmawiali wartości artystycznych. „Uroczystość” będzie dla nich ciężkim orzechem do zgryzienia. Roman Pawłowski „Gazeta Wyborcza”

„Uroczystość” w Rozmaitościach to ważne przedstawienie, może nie tyle dla polskiego teatru, co dla samego Jarzyny. Reżyser odnalazł kierunek, w którym powinien pójść. Nie syntezy, obrazy, dźwięki, ale ludzie. W całej swej potwornej małości. Łukasz Drewniak „Przekrój”

Zespół stworzony do realizacji „Uroczystości” zapiera dech w piersiach. Jarzynie udało się pozyskać do współpracy wybitniejszych aktorów, którzy mimo że zebrani do tego przedsięwzięcia zagrali jak bardzo zgrany i zżyty zespół. W odróżnieniu od teatrów gwiazdorskich, w których gwiazdy na ogół tracą cały swój blask grając w złych spektaklach, goszczące w „Rozmaitościach” gwiazdy zabłysły w pełni podporządkowując się idei zespołowości. To wielka przyjemność oglądać spektakl, w którym są tylko znakomite role. Wielka i rzadka, ale „Rozmaitości” też są rzadkim w warszawskim, a może i polskim teatrze przykładem pracy, upartego dążenia, które owocuje znakomitym rezultatem artystycznym. Piotr Gruszczyński „Tygodnik Powszechny”

 

 

Stary Teatr, Kraków

Thomas Bernhard

RODZEŃSTWO

reżyseria i scenografia Krystian Lupa

muzyka Jacek Ostaszewski

 

premiera 19 października 1996

 

obsada:

Ritter, młodsza siostra Małgorzata Hajewska-Krzysztofik

Dene, starsza siostra Agnieszka Mandat

Voss Ludwik Piotr Skiba

 

III nagroda zespołowa na IV Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym Kontakt, Toruń 1997

 

O PRZEDSTAWIENIU.

Dwie siostry i brat. Aktorki i filozof. Więźniowie wszechpotężnej tradycji „zamożnego domu”. Oto pokolenie, które płaci wielowiekowe długi wobec pogwałconej Natury. One nerwicą i samotnością, on szaleństwem i chorobliwą twórczością. Twórczość ta, kolejne filozoficzne traktaty, rodzi się w domu wariatów. Kolejny powrót brata do domu, konfrontacja z siostrami ujawnia jednak nowe, zaskakujące motywy.

Thomas Bernhard wywiódł swój dramat z niektórych realiów biografii Ludwika Wittgensteina, obdarzając bohatera wieloma cechami jego osobowości; jednocześnie jednak pisał poszczególne role z myślą o swych ulubionych aktorach (Ritter, Dene, Voss), obficie i nieskrępowanie korzystając z ich prywatności. Rodowód postaci jest więc również skomplikowany i trudny do rozwikłania.

Wszystko jednak, jak zwykle u Bernharda, jest przeniknięte skrajnie osobistym nurtem, wyrażone jego obsesyjnymi motywami, obsesyjnym rytmem i pełnym osobliwości i powtórzeń językiem – wykazuje niezwykłą artystyczną jedność i sprawia, że dramat staje się przenikliwym i porażającym studium duchowego okaleczenia współczesnego człowieka.

„Rodzeństwo” jest przypowieścią o ludziach nie mogących odnaleźć swojego miejsca w życiu. Gdzie indziej robiąc co innego może byliby szczęśliwi. Tymczasem żyją pod okiem patrzących z portretów przodków, zdławieni starą, mieszczańską tradycją. W ich świecie, zamkniętym w jednym pokoju, nic nie zmieniło się od lat. W finale Ritter stwierdza, że najlepsze są deszczowe popołudnia, spędzane w łóżku, gdy nie trzeba ruszać się z domu. Bernhard i Lupa nie pozostawiają żadnej nadziei.” Jacek Wakar „Życie Warszawy”

 „Lupa przeprowadza nas przez labirynt ludzkich uczuć i emocji. Próbuje dotrzeć do najdalszych, najciemniejszych zakamarków duszy dzisiejszego człowieka. Każdego wieczoru reżyser i aktorzy od nowa przemierzają tę drogę.” Malwina Głowacka „Teatr”

Powszechny”

„Krystian Lupa jest dziś jednym z największych reżyserów polskiej sceny także dlatego, ponieważ potrafi zakląć niepokój i napięcie w najzwyczajniejszą z pozoru przestrzeń, dostrzec w potocznych zdarzeniach przykuwające uwagę emocje. Z podziwem śledziłem to „dodramatyzowywanie” sztuki Bernharda.” Jacek Sieradzki „Polityka”

 

Stary Teatr, Kraków

KALKWERK

adaptacja, reżyseria i scenografia Krystian Lupa

muzyka Jacek Ostaszewski

 

premiera 7 listopada 1992

 

obsada:

Konrad Andrzej Hudziak

Konradowa Małgorzata Hajewska-Krzysztofik

Baurat, radca budowlany Zbigniew Kosowski

Fro/Profesor Piotr Skiba

Höller Bolesław Brzozowski

Dyrektor Banku Paweł Miśkiewicz

Policjanci: Moritz Paweł Kruszelnicki

Karl Krzysztof Głuchowski

 

nagrody

• II nagroda na III Międzynarodowym Festiwalu Kontakt’ 93 za „unikalny sposób teatralnej interpretacji, za złożoną i mistrzowska architekturę teatralną”,

• Nagroda im. Aleksandra Zelwerowicza za rolę Konrada w „Kalkwerku” i Lassmana w „Maltem” dla Andrzeja Hudziaka (1992),

• nagroda dla Andrzeja Hudziaka jako najlepszego aktora – Złota kareta na III Międzynarodowym Festiwalu Kontakt’93,

• Grand Prix dla Małgorzaty Hajewskiej-Krzysztofik na Kaliskich Spotkaniach Teatralnych (1998),

• Grand Prox dla Andrzeja Hudziaka na Kaliskich Spotkaniach Teatralnych (1998),

• nagroda dla Zbigniewa Baurata za rolę epizodyczną na Kaliskich Spotkaniach teatralnych (1998),

 

O PRZEDSTAWIENIU.

Spektakl powstały w 1992 roku jest jednym z najistotniejszych w dorobku reżysera.

Po kilkuletniej przerwie odbyła się ponowna jego premiera, która inaugurowała 7 maja 2003 r. rozpoczynający się w Starym Teatrze „Lupa Festiwal” (trzytygodniowy festiwal poświęcony twórczości Krystiana Lupy).

W Kalkwerku niczego nie zagubiono, nie uroniono, spektakl nie stracił nic ze swej teatralnej perfekcji. Głębia emocji, metafizyczny trans, który jest udziałem twórców i widzów powróciły po latach wzbogacone o nowe doświadczenia Krystiana Lupy i jego aktorów.

„Bohater wielkiej powieści drugiej połowy XX wieku – Konrad – daremnie czeka na moment, w którym mógłby zapisać za jednym zamachem swoje studium O słuchu. Studium, któremu poświęcił całą swoją egzystencję, jak również, aż do tragicznego finału, swoje życie rodzinne. Nie jest jednak w stanie zapisać ani jednej linijki. Za to we wszystkich swoich spotkaniach z ludźmi, w chorobliwie nieokiełznanych monologach, korzystając jakby z przywileju szaleńca dotyka, obnaża, oskarża świat wzajemnie sprzecznymi, rodzącymi się bez ustanku erupcjami myśli. Zdawałoby się, że jeszcze jedna opisana przez nihilistę porażka »człowieka«. Dlaczego jednak z zeznań wielu świadków, słuchaczy monologów Konrada, wyłania się coś jak jeden z powstających na nowo żywotów świętych?…” Krystian Lupa

„Kalkwerk Krystiana Lupy ze Starego Teatru. To jedno z największych wydarzeń teatralnych lat 90.” Roman Pawłowski „Gazeta Wyborcza”

„Co to jest Kalkwerk? Przede wszystkim to tytuł powieści Thomasa Bernharda, która należy do bezsprzecznych arcydzieł współczesnej prozy. Jej niedawno zmarły autor był w moim przekonaniu najznakomitszym pisarzem austriackim drugiej połowy XX wieku.(…) Przedstawienie Krystiana Lupy należy do tych zdarzeń, których nie wolno nie znać. Kongenialna adaptacja powieści w połączeniu z możliwościami aktorskimi Starego Teatru z Krakowa (Małgorzata Hajewska-Krzysztofik i Andrzej Hudziak – ten ostatni uzyskał za rolę w Kalkwerku nagrodę im. Zelwerowicza przyznawana przez miesięcznik „Teatr”) oraz sztuka reżyserska Krystiana Lupy, najwybitniejszego dziś artysty teatru w Polsce, sprawiają, że twórczość Thomasa Bernharda bodaj po raz pierwszy na gruncie polskim przemawia z siłą właściwą temu autorowi.” Janusz Majcherek „Gazeta Wyborcza”

„I oto Kalkwerk powstał na scenie Teatru Kameralnego w Krakowie i – znów trzeba rzec: jak w przypadku większości spektakli Lupy – staje się wydarzeniem ważnym. Znakomite dzieło Bernharda w rękach nie mniej wyrafinowanego reżysera zamienia się na scenie w arcydzieło. (…) Krystianowi Lupie udało się – ułamkowo, oczywiście, – pokazać na scenie coś z Tajemnicy twórczości. Aktorzy są w rękach Lupy czułym i posłusznym mu instrumentem; widz czuje, że i dla nich udział w przedstawieniu jest wielką intelektualna przygodą. (…) To wielkie przedstawienie – ze świetną scenografią Lupy – ale dla tych widzów tylko, których pasjonują gry i zagadki intelektu.” Elżbieta Bodnar „Gazeta Krakowska”

 

AUTOR. Thomas Bernhard.

“Bernhard zaraża jak wirus. To prawda, po przeczytaniu „Kalkwerku” uległem gwałtownej infekcji. To, co się narzuca na początku działania tej siły, to intuicja, że płynie ona raczej ze sposobu mówienia pisarza niż zawartej w lekturze treści. To jakiś niesłychanie przemożny, sugestywny gest, to rytm tej wściekłej, zaciekłej, natrętnej mowy, która najpierw odpycha czytelnika, a później mu się udziela. Przy późniejszej lekturze oryginału zauważyłem, do jakiego stopnia jest specyficzna ta proza. Bernhard używa niecodziennego słownictwa, wykorzystuje wszelkie graniczne możliwości tkwiące w języku niemieckim, używa wszelkich marginesowych dziwactw. Stwarza własny, agresywny język, przed którym czytelnik najpierw musi się bronić, właśnie jak przed zarażeniem. Czuje bowiem niebezpieczeństwo płynące z tego języka. Jest on bowiem mową w pewnym sensie chorobliwą, mową, która można pofolgować własnej, trzymanej na uwięzi chorobie.” Krystian Lupa

 

REŻYSER. Krystian Lupa. Najwybitniejszy polski twórca teatralny. Absolwent Wydziału Reżyserii krakowskiej Wyższej Szkoły Teatralnej. Uczeń Konrada Swinarskiego i Jerzego Jarockiego. Od początku chodził własnymi drogami. „Został przy klasycznym teatrze, ale wprowadził weń ciemne moce psychoanalizy, poszukiwanie lęków współczesnego człowieka zaplatanego w moralna degenerację. Interesują go skryte pożądania, powikłane i wieloznaczne współzależności międzyludzkie. (…) Nigdy nie interesował go ani grecki antyk, a ni Shakespeare, ani Ibsen, ani romantyzm. Nigdy tez nie szukał w dawniejszych utworach, nawet tych sprzed stulecia, żadnych odnośników, aluzji do tzw. dzisiejszych czasów. Starał się możliwie jak najgłębiej wnikać w istotę problemów psychologicznych, filozoficznych, czy metafizycznych, w nadziei, że to wystarczy dla poczucia ciągłej aktualności ludzkich spraw. Próbował najrozmaitszych konwencji literackich. Korzystał oczywiście z gotowych sztuk, ale dosyć szybko odkrył pożytki z kreowania na scenie literatury innej niż tradycyjny dramat. Napisał kilka własnych scenariuszy inspirując się różnymi tekstami. Największą jego siłą okazały się adaptacje wielkiej prozy – „Bracia Karamazow” Dostojewskiego (1990, 1999), „Szkice z Człowieka bez właściwości” Musila (1990), „Malte” wg opowiadań Rilkego (1991), „Kalkwerk” Bernharda (1992), „Lunatycy” Brocha (1997), „Wymazywanie” Bernharda (2001), „Mistrz i Małgorzata” (2002). Większość powstaje w Starym Teatrze w Krakowie, przez dwadzieścia lat głównym miejscem pracy reżysera. W adaptacjach prozy typowy czas spektakli ulega zawieszeniu. Przedstawienia oscylują od 4 do 9 godzin trwania. Powolna narracja, sceny niejednokrotnie rozgrywane w czasie naturalnym, momenty jakby zawieszenia akcji – to znamienne cechy teatru Lupy. Widz ma poczucie zanurzania się w innej rzeczywistości, która wcześniej czy później staje się miejscem wspólnych przeżyć ludzi po obu stronach rampy. Mamy wrażenie, że nie tylko podglądamy bohaterów, co bierzemy udział w ich sprawach, bolesnych i namiętnych, zwyczajnych albo niecodziennych. (…) Krystian Lupa od kilku lat cieszy się sława jednego z największych reżyserów europejskich, reżyseruje zagranicą, jego spektakle są zapraszane na największe festiwale teatralne świata.” Tadeusz Nyczek

Krystian Lupa:

Robienie teatru jest ciągłą walką z własną naturą, która wciąż dąży gdzieś dalej, a ja muszę w pewnym momencie się zatrzymać. Zawrzeć kompromis, zrobić przedstawienie. Później żałuję i myślę sobie: „A gdybym poszedł bezkompromisowo dalej (…) to może udałoby się odkryć jeszcze coś więcej?” A może nie? Nie potrafię być odważny do końca. Mimo wszystko, robiąc teatr, ulegam pewnemu rygorowi, który narzuca praca z ludźmi. Parę razy złapał mnie wręcz potworny lęk, że wyprowadziłem aktorów na manowce, że brniemy w jakieś maliny, w coś niesprawdzalnego, w coś, co przestaje być teatrem, a nie wiadomo czym jest. (…)

*****

To jest podstawowa sprawa w pracy reżysera: przede wszystkim trzeba się samemu obnażyć, nie szafować charyzmatem mistrza, nie kazać aktorowi od razu stawać na głowie, bo ten przy okazji złamie sobie nogę.(…) Znam wielu aktorów chroniących z różnych powodów swoją psychikę, swoją prywatność, którzy jednak z nieprawdopodobną odwagą otwierają się, kiedy grają. Świetnie im to wychodzi i dobrze im służy. Wcale tak nie jest, że dobry aktor musi być otwarty jak stodoła. A tak jest na zachodzie: nagość fizyczna, nagość duchowa, rozdziawienie głosu. To mi wcale nie imponuje. Bo to, co jest w nas wstydliwego, należy do najgłębszych i najbardziej interesujących ludzkich tajemnic. I dlatego zmuszanie aktora, aby wykonał coś wbrew sobie, wbrew swojemu poczuciu wstydu, jest upiorne. Otwieranie się to bardzo delikatny proces. W pewnym momencie aktor zafascynowany tym, nad czym pracuje, będzie sam chciał odkrywać się dla siebie, dla tajemnicy. I wtedy jest twórcą swojego odkrycia. Natomiast zgwałcony aktor niczym nie różni się od zgwałconego człowieka. Zawsze pozostanie w psychice rana. W pewnym momencie bez kolejnego gwałtu nie będzie mógł już nic zagrać. A to oznacza chorą i pasywna drogę przez teatr. Dlatego też aktorstwo przynosi wiele cierpień.(…)

*****

Ze mną jest trochę tak, jak z Konradem z „Kalkwerku”: jestem marzycielem, który przeczuwa, że coś tam powinno być na końcu drogi. To, co osiągam, wciąż wydaje mi się połowiczne. I jakby nie smakuje. To taki rodzaj ciągłego szaleństwa, powodowanego niemożnością dotarcia do końca. To jest jakaś obsesja, jakaś frustracja. Może rodzaj choroby? Zawsze rozpoczęcie pracy nad nowym spektaklem odczuwam jak wybuch choroby.

Krystian Lupa „Gazeta Wyborcza”

 

Autor. Thomas Bernhardgrody:

Współczesny, Wrocław

ZWYCIĘSTWO

przekład i reżyseria Helena Kaut-Howson

scenografia Pamela Howard

muzyka Zbigniew Karnecki

reżyseria świateł Mirosław Poznański

 

prapremiera polska 5 kwietnia 2003

 

Bradshaw, wdowa po opozycjoniście Danuta Stenka

Skrupa, sekretarz Bradshawa, Parry; makler giełdowy Bogusław Kierc

Karol Stuart, monarcha; Żebrak Maciej Tomaszewski

Kochaś, żołnierz; Nodd, bliski przyjaciel monarchy; Żebrak Radosław Kaim

Devonshire, królewska faworyta Lena Skrzypczak

Jajo, rojalista; Street,prawnik Wojciech Kuliński

Wór, żołnierz; McConochie, lekarz; Gloucestershire, właściciel ziemski Tomasz Tyndyk/ Marek Ryter

Cropper, córka Branshaw; Brighton, właścicielska ziemska; Gwynn, prostytutka; Żebraczka Anna Filusz

Bucior, żołnierz; Clegg, poeta nadworny; Żebrak Krzysztof Kuliński

Kubeł, żołnierz; Hambro, bankier; Żebrak Jerzy Senator

Gaukroger, kapitan; Sommerset, właściciel ziemski, Figa, republikanin; Lokaj Devonshire Eryk Lubos

Pieczeń, urzędnik; Southwark, właściciel ziemski, Undy, eksporter Marek Kocot

Cleveland, właścicielka ziemska; Gruda, republikanka; Żebraczka Irena Rybicka

Ponting, dworzanin; Moncrieff, duchowny; Milton, geniusz Zbigniew Górski

Hampshire, właściciel ziemski; Edgbaston, kaznodzieja radykał; Mobberley, budowniczy Bolesław Abart

 

Grand Prix Festiwalu Prapremier w Bydgoszczy (2003)

oraz Główne Nagrody Aktorskie dla Danuty Stenki i Macieja Tomaszewskiego

 AUTOR:

Howard Barker (rocznik 1946) należy do – obok Pintera, Bonda i Stopparda – do czołowych twórców współczesnego dramatu i teatru brytyjskiego. Jest autorem ponad 40 sztuk teatralnych, kilku słuchowisk radiowych i scenariuszy filmowych, pięciu tomów poezji i tomu esejów. Również maluje. Od 1988 roku Barker wspólpracuje z własnym zespołem złożonym z zawodowych aktorów – The Wrestling School (Szkoła Zapasów), gdzie czasami sam reżyseruje.

Najbardziej charakterystyczne cechy dramaturgii Barkera to niezwykle oryginalny język – poetycki i brutalny zarazem, bunt przeciw formułowaniu uproszczonych diagnoz dotyczących dylematów życia prywatnego i zbiorowego, tworzenie teatru przeciwstawiającego się kulturze banału.

 

Chciałam pokazać jak człowiek musi się przystosować do zmieniającej się rzeczywistości, uczy się kompromisu przez szereg potwornych upokorzeń – mówi Helena Kaut-Howson, REŻYSER. Należy do czołówki reżyserów teatralnych i operowych w Wielkiej Brytanii. Urodziła się w Polsce, gdzie ukończyła Wydział Reżyserii warszawskiej PWST (uczennica Bohdana Korzeniewskiego i Erwina Axera). W Anglii skończyła Royal Academy of Dramatic Art. W Londynie. Pracuje w Wielkiej Brytanii, USA, Kanadzie, Irlandii, Izraelu, Japonii. Wyreżyserowała ponad 100 przestawień teatralnych, operowych i telewizyjnych. Znana jest z niekonwencjonalnych interpretacji dramatów Shakespeare’a.

 O PRZEDSTAWIENIU

O wiele łatwiej jest opowiedzieć, czym „Zwycięstwo” nie jest, niż wskazać to, czym jest. To nie jest XVII-wieczny przyzwoity dramat historyczny. To nie jest mieszczańska sztuka alegoryczna ani szekspirowska tragedia władzy. W „Zwycięstwie” Barker tasuje sceny politycznego okrucieństwa, seksualnej przemocy, szaleństwa władców, żądzy posiadanie jak karty tarota, w którym każda z figur ma do wypełnienia określone dyspozycje fatum. Przesłanie moralne spektaklu, że człowiek zawsze dokonuje wyboru, w gorączce tej karcianej wróżby wydaje się niewyraźne jak mgły snujące się nad torfowiskami przez trzy godziny spektaklu(…)

Interpretacja reżyserska obraża, wścieka, irytuje, złości i zachwyca. Zachwyca gra aktorów (…) Danuta Stenka zaczyna kształtować postać jak woskową figurkę – w wykrochmalonym białym czepcu, kołnierzu, mankietach, znaczących jej czarne, wdowie suknie etykietami czystości (…) Aktorka kapitalnie zderza fizyczny spokój, nawet monumentalizm ciała, z furią i lękami, których nie chce z siebie wyrzucić, bo nakaz moralny oparty na Bożym Słowie, poczuciu przyzwoitości czy małżeńskiej lojalności jest większy niż wolna wola. Ale gdy ta wolna wola popycha ją do zachowań niezwykłych, gdy zachce odzyskać zbezczeszczone ciało męża, zmieni się w ludzkie zwierze. Tylko tak osiągnie cel. Wśród politycznych bestii człowiek musi zmienić się w bestię. – powiada losem tej postaci autor”

Leszek Pułka „Gazeta Wyborcza. Wrocław”

 

 

Teatr Powszechny, Warszawa

CZEGO NIE WIDAĆ

reżyseria Juliusz Machulski

scenografia Ewa i Andrzej Przybyłowie

współpraca reżyserska Mariusz Bieliński

światło Edward Kłosiński

 

premiera 16 grudnia 2003

 

obsada:

Dotty Otley Krystyna Janda

Garry Lejeune Rafał Królikowski

Brooke Ashton Agnieszka Krukówna

Frederick Fellowes Cezary Żak

Belinda Blair Katarzyna Herman

Selsdon Mowbray Zbigniew Zapasiewicz

Lloyd Dallas Szymon Bobrowski

Poppy Norton-Taylor Karina Seweryn

Tim Allgood Kazimierz Kaczor

 

AUTOR

Michael Frayn. Uznawany za jednego z najwybitniejszych współczesnych autorów komedii i fars. Poczucie humoru, wyraziste portretowanie postaci, błyskotliwe dialogi, doskonale rozpisane role – te cechy stylu Frayna zapewniają nie tylko dobrą, ale i inteligentną zabawę. Z wykształcenia filozof (absolwent Cambridge), autor książek oraz powieści o tematyce filozoficznej. W latach 1957- 63 pracował jako reporter i felietonista w dzienniku „The Guardian”, pisywał reportaże z różnych stron świata. Pod koniec lat 60-tych zainteresował się teatrem. Najpierw próbował swoich sił pisząc dla telewizji, a w 1970 roku zadebiutował czterema jednoaktówkami pod wspólnym tytułem „The Two of Us”. Potem posypały się już kolejne teksty pisane dla teatru: „The Sanboy” (1970), „Alphabetical Order” (1975) – sztuka uznana przez dziennikarzy „Evening Standard” za najlepszą komedię roku, czy grane również w Polsce „Ośle lata” („Donkey’s Years”) nagrodzone w 1976 roku przez Stowarzyszenie Teatrów West Endu, wielki przebój -”Czego nie widać”, ‚Look Look”, „Alarms and Exursions” (1998). I chociaż największe triumfy święcił zawsze w repertuarze komediowym W 1998 roku napisał sztukę „Kopenhaga”, będącą rozpisaną na trzy głosy dysputę o moralności i odpowiedzialności naukowców we współczesnym świecie.

 REŻYSER

Juliusz Machulski.

 

 

Teatr Nowy, Zabrze

WAMPIR

reżyseria Marcin Sławiński

scenografia Jerzy Kalina

prapremiera 18 października 2003

 

REŻYSER:

„Przedstawienie reżyserował Marcin Sławiński i to jest wielka niespodzianka.

Ten specjalista od fars pokazał, że zna się nie tylko na rozśmieszaniu widowni, potrafi również wejść w dramat polityczny i pokazać skomplikowane mechanizmy rządzące jego bohaterami.

Umie też zbudować klimat absurdu, jak w scenie przeglądu pozorantów, czyli przebranych za kobiety funkcjonariuszy, którzy mają wabić sprawcę na ulicach Zagłębia… „

Roman Pawłowski „Gazeta Wyborcza”

 Marcin Sławiński:

„Wampira” przeczytałem z prawdziwym zainteresowaniem. Ta sztuka to przede wszystkim sensacyjna i niezwykła reinterpretacja słynnej afery kryminalnej sprzed lat. Poza tym ta sztuka pokazuje mechanizmy rządzące PRL-em.

Zabrzańscy widzowie znają Pana jako specjalistę od fars.

- Zawsze się śmieję, że jestem reżyserem nie festiwalowym a frekwencyjnym. Tym razem mam nadzieję, że obie cechy się połączą. Bardzo się cieszę, że mogę zrealizować coś innego niż kolejną tzw. sztukę śmieszną. Jeżeli mogę zrobić coś, co daje do myślenia. „Wampir” to połączenie teatru faktu i groteskowego widzenia rzeczywistości. Ci, którzy nie są głusi na humor filmów Bareji też powinni tutaj odnaleźć coś dla siebie. Jest tam groza, ale i absurd, czy śmieszność tamtego systemu. rozm. Wojciech Cydzik „Nowiny Zabrzańskie”

 AUTOR: Wojciech Tomczyk. Producent filmowy. Autor scenariuszy do filmów fabularnych, dokumentalnych i seriali (m.in. „Bank nie z tej ziemi”, „Zaginiona”).

Co sprawiło, że wrócił Pan do głośnej przed trzydziestu laty sprawy śląskiego wampira?

Wojciech Tomczyk: Mówiąc górnolotnie, powód był moralny. Tak wielki skandal dotyczący peerelowskich instytucji: milicji i wymiaru sprawiedliwości, wymagał nazwania rzeczy po imieniu. Sprawa, w moim przekonaniu, była od początku sfingowana. Udział w niej ludzi świadomych uczestniczenia w mistyfikacji wydaje się być dojmującą traumą. Nie mogłem przejść obok tego faktu obojętnie. rozm. Janusz R. Kowalczyk „Rzeczpospolita”

 O PRZEDSTAWIENIU: Ta sztuka odsłania kulisy państwa policyjnego, w którym każdy może stać się oskarżonym, bo na każdego służby mają teczkę i haka.

Historia jednego z największych śledztw w powojennej kryminalistyce posłużyła Tomczykowi do pokazania mechanizmu PRL-owskiej sprawiedliwości, którego celem nie jest schwytanie i sprawiedliwe osądzenie sprawcy, lecz sprostanie oczekiwaniom władzy (…) Zostaje więc uruchomiona machina śledcza, którą wprawiają w obroty kolejne telefony z góry. Na zbieranie dowodów nie ma czasu, trzeba je tworzyć, prowadzący śledztwo wymuszają zeznania, posługują się oszustwem i donosem. W ten sposób zostaje zdobyty koronny dowód winy: przyznanie się sprawcy (…) Dramat Tomczyka jest zaskakująco dobrze skonstruowany jak na debiut, to prawdziwy tekst teatralny. Przyczynia się do tego świetny pomysł narracyjny polegający na wprowadzeniu postaci Konferansjera(…) Z ciemnym klimatem sztuki współbrzmi scenografia Jerzego Kaliny, której głównym elementem jest ogromna ściana z szarymi lamperiami. Kalina podobnie jak Tomczyk nie bawił się w nostalgiczna podróż w świat PRL-u, ale pokazał jego ponurą metaforę(…)

Zespól Teatru Nowego nie ma w sobie nic z prowincjonalnego aktorstwa, może sprawia to bliskość historii znanej w Zagłębiu i na Śląsku, ale wszyscy są głęboko autentyczni. Roman Pawłowski „Gazeta Wyborcza”

 Mroczny, toczący się w ponurej i szarej peerelowskiej rzeczywistości teatr faktu rozświetlają elementy żartobliwe (m.in. znakomita scena prezentacji przebranych za kobiety milicjantów – swoisty pokaz mody) i groteskowe (te ostatnie głównie charakteryzują aparat władzy i przymusu). Sporo jest też obserwacji obyczajowych. Danuta Lubina-Cipińska „Rzeczpospolita”

obsada:

Konferansjer – Jacek Dzisiewicz

Cywile:

Marianna Nawrocka – Jolanta Niestrój-Malisz

Czesław Nawrocki – Marian Wiśniewski

Roman Nawrocki – Marian Wiśniewski

Bileterka – Hanna Boratyńska

Jolanta Mazak-Jabłoński, aktorka – Amelia Radecka

Zabójca – Jacek Wojnicki

Wojewoda – Andrzej Lipski

Prokurator – Danuta Lewandowska

Profesor – Marian Kierycz

Klaudiusz Radke – Robert Lubawy

Milicjanci:

Albin Musiał, oficer – Zbigniew Stryj

Manfred Latocha, oficer – Norbert Kaczorowski

Kowalski – Krzysztof Urbanowicz

Majewski – Aleksander Blitek

Malinowski – Andrzej Kroczyński

Nowak – Marcin Gaweł

Komendant, oficer – Dariusz Skowroński

Sprzątaczka, Kelnerka, Aktorka – Dagmara Ziaja-Rembecka

 Grand Prix na Festiwalu Dramaturgii Współczesnej „Rzeczywistość przedstawiona” Zabrze 2003 oraz pięć nagród indywidualnych: dla Marcina Sławińskiego za reżyserię, dla Jerzego Kaliny za scenografię oraz nagrody aktorskie dla Jolanty Niestrój-Malisz, dla Zbigniewa Stryja i dla Mariana Wiśniewskiego

 

 

Teatr im. Modrzejewskiej, Legnica

Paweł Kamza

SZPITAL POLONIA

reżyseria Paweł Kamza

scenografia Małgorzata Szydlowska

muzyka Paweł Moszumański

ruch sceniczny Witold Jurewicz

 

premiera 14 grudnia 2002

 

obsada:

Agatka Agata Gabriela Fabian

Joanna Śledź Joanna Gonschorek

Gerda Danek Małgorzata Urbańska

Lekarka Aleksandra Maj

Dyrektor Przemysław Bluszcz

Pielęgniarka Danusia Anita Poddębniak

Salowy Wincenty Paweł Wolak

Waldemar „Waldi” kierowca Marek Sitarski

Hilary Tomasz Sobczak

Prezydent Janusz Chabior

Prezydentowa Katarzyna Dworak

Poseł Tadeusz Ratuszniak

Inspektor Policji Wiesław Cichy

Odwiedzający Lech Wołczyk

 

AUTOR I REŻYSER. Paweł Kamza. Autor scenariuszy i adaptacji. Kierownik literacki w Teatrze im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu. Debiutował w Teatrze Ludowym w Nowej Hucie spektaklem „Wiedźmy” wg Marii Sędzikowskiej. Przez kilka sezonów związany z legnickim Teatrem im. Modrzejewskiej. Od 1993 roku zrealizował tam spektakle: „Armia”, „Narkotyki”, „Kordian”, „Wesele raz jeszcze” i „Troja, moja miłość”.

Akcja „Szpitalu Polonia” toczy się w szpitalu, jej bohaterami są biedne pielęgniarki, zdesperowani pacjenci, dyrektor, któremu zakład energetyczny grozi odcięciem prądu za długi. To obraz jak z gazet. Nie obawia się Pan, że zamiast sztuki teatralnej powstanie publicystyka teatralna?

Paweł Kamza: Mam nadzieję, że nie będzie to spektakl publicystyczny. Chciałbym, żeby widzowie odebrali „Szpital Polonia” jako sztukę polityczną o polityce codzienności. Istnieją dwie koncepcje: skrajna mówi o tym, że sztuka powinna być zamknięta w ramy estetyczne, druga – że powinna z nich wychodzić. Jest też trzeci rodzaj myślenia o sztuce i teatrze, mnie najbliższy: to pokazywanie zależności między słabszym a silniejszym, czy to w rodzinie, czy w pracy – przekładane na wielką politykę, ale przedstawiane z punktu widzenia codzienności (…) Chciałem opowiedzieć o codzienności. Moim bohaterem jest zwykły człowiek, a szpital miejscem, w którym wszyscy są sobie równi.

Lindsay Anderson nakręcił film „Szpital Britania”, którego akcja toczy się w czasie jubileuszu szpitala. Czy nawiązuje Pan do tego filmu?

Paweł Kamza: Tak, to jest bezpośrednie nawiązanie. „Szpital Britania” pokazywał obraz Anglii lat 80-tych, my próbujemy opisać Polskę naszych czasów. Szpital jest jej metaforą.

rozm. Małgorzata Matuszewska „Gazeta Wyborcza. Wrocław”

„Legnica należy do tych niewielu miast w Polsce, które ma teatr żywo reagujący na rzeczywistość dnia codziennego. Wszystkich narzekających na brak współczesnej dramaturgii należałoby wysłać na korepetycje do dyrektora Jacka Głomba. W „Szpitalu Polonia” wszyscy jesteśmy pacjentami – akcja rozgrywa się tak blisko widzów, że niemal czujemy się stłoczeni w poczekalni albo na sali, popychani z kąta w kąt przez personel, omijani szerokim łukiem przez zabieganych lekarzy.

„Szpital Polonia” to diagnoza naszych czasów. I jakkolwiek o wyraźnym publicystycznym wydźwięku,

jest śmiałą w formie, w pełni artystyczną wypowiedzią. Janusz R. Kowalczyk”Rzeczpospolita”

 ”Szpital Polonia” jest po części satyrycznym, po części realistycznym obrazem degrengolady służby zdrowia. Ale Kamzie ten obraz służy jeszcze do czegoś innego. Nieprzypadkowo szpital nosi nazwę: Polonia. Staje się krzywym zwierciadłem, w którym odbija się współczesna polska rzeczywistość. Reżyser i autor sztuki, by wyostrzyć ten uniwersalny wymiar przedstawienia może aż nazbyt mocno użył groteskowych chwytów (rewolucja w finale…). Tak czy inaczej „Szpital Polonia” jest rzadkim przykładem zmierzenia się ze współczesnym tematem (…) Paweł Kamza jako autor scenariusza wykorzystał popularność serialu „Na dobre i na złe”, by stworzyć wizerunek polskiego szpitala a rebours. O ile zatem w szpitalu w Leśnej Górze wszyscy są dla siebie mili, lekarze kompetentni i oddani swoim pacjentom, o tyle w szpitalu Kamzy jak w soczewce skupia się bieda i zło panujące w służbie zdrowia. Szpitalowi grozi odcięcie prądu, więc dyrektor, wykorzystując znajomości z posłem i prezydentem miasta usiłuje ratować sytuację. Lekarzy wyraźnie irytują pacjenci, ci cierpią nie tylko z powodu własnych chorób, a także w skutek kiepskich warunków w szpitalu, a może przede wszystkim dobija ich brak zwykłej życzliwości ze strony szpitalnej obsługi. Wojciech Majcherek „Teatr”

Nagrody:

• „Konkurs na wystawienie polskiej sztuki współczesnej” – Nagroda dla Pawła Kamzy za reżyserię,

• VII Ogólnopolski Festiwal Talia w Tarnowie – nagroda dla Pawła Kamzy za scenariusz i reżyserię oraz nagroda aktorska dla Joanny Gonschorek,

• Festiwal Prapremier w Bydgoszczy – wyróżnienie aktorskie dla Anity Poddębniak

 

 

Teatr Powszechny, Łódź

PIĘKNA LUCYNDA

reżyseria Eugeniusz Korin

scenografia Irena Biegańska

muzyka Marian Hemar

aranżacje muzyczne i wokalne Jacek Skowroński

kierownictwo muzyczne Krzysztof Jaszczak

 

premiera 27 września 2003

 

obsada:

Lucynda Magda Zając

Adam Paweł Audykowski

Ciotka Beata Olga Kowalska

Poufalski Jacek Łuczak

Podkomorzy Piotr Lauks

Skarbnik Adam Marjański

Wietrznikowski Mirosław Henke

Terpsychora Barbara Szcześniak

Melpomena Ewa Tucholska

Talia Gabriela Sarnecka

Złota Młodzież Dariusz Majchrzak, Tomasz Piątkowski

Sufler Michał Szewczyk

AUTOR. Marian Hemar. Mistrz piosenki lirycznej, charakterystycznej, satyrycznej, autor największych przebojów kabaretu polskiego międzywojnia „Czy pani Marta jest grzechu warta?”, „Chciałabym i boję się”, „Upić się warto”, „Mały Gigolo”, „Wspomnij mnie”, „Ten wąsik”, „Tyle jest miast” – napisał ich ponad 3 tysiące !!! Miał również wielki dar pracy z aktorem, mówiono, że posiada szósty zmysł w kreowaniu postaci scenicznych. To on stworzył Kazimierza Krukowskiego wymyślając dla niego postać Lopka. To on wymyślał postaci dla Miry Zimińskiej tzw. „babiniec Miry”. Adaptował mnóstwo pozycji teatru bulwarowego dostosowując się do oczekiwań ówczesnej widowni. Dostawał do obróbki tłumaczone pospiesznie farsy i komedie, z których tworzył nową jakość. Dopisywał aktualne żarty, piosenki, solówki – popisy dla popularnych aktorów, m.in. na nowo napisał libretto do „Pięknej Heleny” Offenbacha, którym zachwycił się Słonimski. W 1929 roku Hemar zadebiutował komedią „Dwaj panowie B.”, potem napisał jeszcze „Firmę”, „Karierę Alfa Omegi”, „Cud biednych ludzi”. Po wojnie brał czynny udział w życiu teatralnym polskiego Londynu. Współpracował z Teatrem Polskim ZASP, tam właśnie wyreżyserował „Piękną Lucyndę” – premiera odbyła się 5 lutego 1967 r.

REŻYSER. Eugeniusz Korin. Reżyser, wieloletni dyrektor teatru Nowego w Poznaniu. W ramach wszystkich dotychczasowych edycji Festiwalu Sztuk Przyjemnych (i Nieprzyjemnych) prezentowano w sumie jego aż 9 przedstawień. Współpracuje z Teatrem Powszechnym w Łodzi („Królik Królik”, „Czego nie widać”).

„Podkreślał Pan ludyczny charakter pracy: Hemar zabawił się „Natrętami” Bielawskiego z 1765 roku, Pan – tekstem Hemara…

- Sztuka powstała w 1964 roku jako pastisz „Natrętów”, komedii dworskiej „z kluczem”. Hemar zostawił tylko kanwę: to, że młoda wdówka waha się, czy wyjść za młodego hrabiego bez pieniędzy. W I akcie pojawiają się jeszcze natręci, II i III akt to czysty „hemar”, czyli kabaret literacki.

Czy żeby się uśmiechnąć musimy sięgać aż do czasów stanisławowskich albo po kabaret literacki, rzecz równie pradawna.

- Ja również marze o współczesnej polskiej komedii, tyle, że pojawiły się raptem dwa, trzy teksty. A „Lucynda” nadal śmieszy – w Poznaniu idzie od 12 sezonów! Większości dowcipów odpowiadają salwy śmiechu. Pastisz daje możliwość oglądania sztuki na wielu planach. Zwykły zjadacz chleba zobaczy tylko pyszny tort, ale cukiernik doceni i biszkopt, i lukier, i poncz na rumie. Pastisz polega na tym, że oryginałowi nadajemy nowy kontekst. Pojawiający się cudzysłów wywołuje uśmiech – ponieważ pokazuje, co nas, twórców zabawiło w oryginale.”

Rozm. Leszek Karczewski „Gazeta Wyborcza. Łódź”

O PRZEDSTAWIENIU. „Piękna Lucynda urodziła się z teatru i dla teatru… Nie ma ta sztuka ambicji robienia kariery literackiej, choć napisana jest z wielkim wyczuciem językowym i tak dla Hemara charakterystyczną umiejętnością wykorzystywania uroków stylizowanej polszczyzny i komicznych walorów języka. Właściwym jej żywiołem jest teatr… Plany czasowe tej bezpretensjonalnej komedii nieustannie się przenikają, zawieszając dopiero co wykreowaną rzeczywistość sceniczną, aby w bezpośrednim zwrocie do publiczności otworzyć przestrzeń śmiechu i zabawy.

Animują te zabawę w teatr Muzy (Talia ma tu za towarzyszki Melpomenę i Terpsychorę) – wcielając się w postaci, sterując rozwojem wypadków, podrzucając w razie potrzeby kwestie.

Swobodne łączenie języka potocznego, stylizowanej, dawnej polszczyzny i regularnego wiersza, śpiewy solowe i duety – całe to bogactwo efektów frazeologii i z wdziękiem uruchamianych mechanizmów pastiszu i trawestacji, powoduje, że w warstwie językowej „dzieje się” czasem więcej niż w akcji sztuki” (z tekstu zamieszczonego w programie do poznańskiej realizacji).

Historia tytułowej Lucyndy i jej miłosnych perypetii jest tu jedynie pretekstem do inteligentnej zabawy, która urzeka bezpretensjonalnym urokiem i wdziękiem, a także do, często karkołomnej, żonglerki cytatami, aluzjami i teatralnymi konwencjami.

Mam wrażenie, że ktoś, kto dziś wybierze się na „Piękną Lucyndę”, powinien postąpić tak, jak poprzednicy – przefiltrować starą sztukę przez współczesną wyobraźnię i teatr, jakim jest obecnie. Ale można też pozostać z nadzieją, że widownia tak bardzo chce się bawić, szuka okazji do śmiechu, że „kupi” Lucyndę taką, jaka jest. Czego oczywiście Teatrowi Powszechnemu życzę. Renata Sas „Express Ilustrowany”

 

Teatr Współczesny, Warszawa

NAMIĘTNA KOBIETA

„A Passionate Woman”

przekład Elżbieta Woźniak

reżyseria Maciej Englert

scenografia Marcin Stajewski

kostiumy Anna Englert

 

polska prapremiera 16 stycznia 2003

 

obsada:

Betty Marta Lipińska

Mark Piotr Adamczyk

Craze Andrzej Zieliński

Donald Krzysztof Kowalewski

Jo Kinga Tabor

O AUTORZE

Kay Mellor. Współczesna angielska aktorka, reżyserka i scenarzystka. Po skończeniu studiów teatralnych w Bretton Hall Collage w Leeds założyła wraz z kolegami zespół teatralny Yorkshire Theatre Company, z którymi podróżowała po kraju. Zespół z powodzeniem grał kilka jej sztuk, ale prawdziwy sukces osiągnął w 1993 roku wystawiając komedię „Namiętna kobieta”. W następnym roku sztuka trafiła na West End, a po sukcesie w Londynie, na sceny wielu miast europejskich, a także do Australii, Afryki Zachodniej i Ameryki. W latach osiemdziesiątych Mellor nawiązała współpracę z telewizją pisząc liczne scenariusze filmów i seriali. W 1997 roku zaczęła się jej współpraca z filmem już nie tylko jako scenarzystki, ale także reżysera. W Polsce oglądaliśmy dwa jej filmy: „Chłopak na gwałt poszukiwany” i „Babski wieczór”

O REŻYSERZE

Maciej Englert. Aktor i reżyser. W latach 1975-79 był dyrektorem i kierownikiem artystycznym Teatru Współczesnego w Szczecinie. Za jego dyrekcji scena ta wyrosła na jedną z najciekawszych ośrodków artystycznych w kraju. W 1981 roku przejął, na życzenie Erwina Axera, kierownictwo Teatru Współczesnego w Warszawie, który prowadzi z powodzeniem do dziś. Twórca wielu znakomitych spektakli teatralnych, m.in.: „Macbett” Ionesco, „Wyzwolenie” Wyspiańskiego, „Mistrz i Małgorzata” Bułhakowa, „Tango” Mrożka, „Martwe dusze” Gogola, „Wniebowstąpienie” Konwickiego oraz telewizyjnych, m.in.: „Dom lalki” Ibsena, „Wielka magia” de Filippo. Laureat prestiżowej nagrody im. Konrada Swinarskiego.

O PRZEDSTAWIENIU

ODLECIEĆ BALONEM

W teatrze wolę obcować z drugorzędną literaturą w pierwszorzędnym wykonaniu niż odwrotnie. Mam wrażenie – a nie jest to złośliwość – że warszawski Teatr Współczesny wypracował w tej mierze własny styl i klasę. Podziwiam we Współczesnym te przedstawienia, w których – jak powiedziałby Gombrowicz – wady zamienia się na zalety.

Świeżo wystawiona przy Mokotowskiej sztuczka Kate (sic!) Mellor pt. „Kobieta namiętna”(sic!) ma jedną podstawową wadę, niejako wspólną dla całego repertuaru, który reprezentuje: jest dość głupawa; może nie aż tak, jak utwory, które oferują nam czołowe warszawskie teatrzyki pseudobulwarowe, ale jednak: jeśli przymierzyć tę liryczną czy – mówiąc językiem filmowym – romantyczną komedyjkę do inteligenckiej tradycji Współczesnego, to żal duszę ściska. Wszelako z drugiej strony komedyjka, choć niedorzeczna, napisana jest zręcznie, momentami brawurowo, z niewątpliwym wyczuciem teatralnego efektu i to nawet bym powiedział, że efektu wywiedzionego z dość staroświeckiej tradycji, w gruncie rzeczy farsowej.

Historyjka, którą opowiada Kate Mellor przedstawia się mniej więcej tak: główna bohaterka, kobieta w wieku dojrzałym, w dniu, w którym jej jedyny i ukochany syn ma wstąpić w związek małżeński, chowa się przed domownikami na zagraconym strychu, gdzie w samotności próbuje zrekapitulować swoje życie; samotność trwa krótko, bo kobiety szuka zarówno gotujący się do ślubu syn, jak i safandułowaty mąż; do akcji włącza się jeszcze ten trzeci, ni to wytwór wyobraźni, ni to duch, w każdym razie widoczny jedynie dla głównej bohaterki jej od dawna nie żyjący ex- kochanek. Dialogi kobiety z synem i mężem, przetykane ingerencjami ducha ex-kochanka, stopniowo odsłaniają wizerunek kobiety, która starzejąc się, uświadamia sobie, że żyjąc tak, jak żyła nie potrafiła zaspokoić swoich najgłębszych pragnień; teraz porywa się na awanturniczą eskapadę, żeby uwolnić swoje prawdziwe ja; niejako przy okazji konfrontacji z samymi sobą dokonują również mąż i syn.

Sztuczka, która zaczyna się jak obyczajowa komedia w finale zamienia się w romantyczną burleskę: akcja ze strychu przenosi się na spadzisty dach, skąd po wielu uciesznych sytuacjach małżonkowie, na nowo pojednani, odlatują balonem.

Nie jest to przedstawienie, na którym – wedle słynnego określenia Marii Czubaszek – można by boki zrywać; jeśli nie liczyć ekwilibrystyki na dachu, komizm przejawia się głównie w słowie i ma wszelkie cechy humoru brytyjskiego (więc raczej „hę, hę” niż „u ha, ha!!!”). Od czasu do czasu, jak na komedyjkę romantyczną przystało, w przedstawieniu pojawia się element lirycznego wzruszenia aż do zakręcenia się łzy w oku włącznie.

No i może wszystko to razem nie byłoby warte złamanego szeląga, gdyby nie Marta Lipińska w roli głównej. Przedwojenni recenzenci napisaliby: pyszna. I ja powiem: pyszna, i jeszcze dodam, iż trudno oprzeć się wrażeniu, że autorka napisała swoją sztukę specjalnie dla Marty Lipińskiej. Słodycz, idiotyzm, liryzm, kokieteria, stracone złudzenia, niezaspokojone potrzeby, romantyczne tęsknoty, powściągana namiętność, sentymentalizm i wreszcie bunt – to wszystko Lipińska gra w proporcjach, nie waham się powiedzieć doskonałych, tworząc rolę rewelacyjną.

A i panom niczego nie brakuje: Krzysztof Kowalewski (Mąż) i Andrzej Zieliński (Kochanek) grają dokładnie to, czego po nich oczekujemy, więc może w tym sensie nie zaskakują; są, by tak rzec, znakomici w swojej dobrze znanej normie. Zaskakuje Piotr Adamczyk w roli Syna. Nie posądzałem tego aktora o taką vis comica. Prosimy częściej.

Janusz Majcherek „Teatr”

 

GOŚĆ SPECJALNY!!!

 Dejvickie Divadlo, Praga

Petr Zelenka

PRIBEHY OBYCEJNEHO SILENSTVI

(OPOWIEŚĆ O ZWYCZAJNYM SZALEŃSTWIE)

reż. Petr Zelenka,

scenariusz: Martin Dejwitz

kostiumy: Jaroslava Pecharová

choreografia: Klára Lidová

reżyseria: Petr Zelenka

 

premiera w Czechach 16 listopada 2001

 

Obsada

Piotr Ivan Trojan

Matka Nina Divíšová Gościnnie

Ojciec Miroslav Krobot

Sylwia Lenka Krobotová

Jerzy Jiří Bartoška Gościnnie

Alicja Zdeňka Žádníková Volencová / Linda Rybová Gościnnie

Mucha Martin Myšička

Anna Jana Holcová / Simona Babčáková

Alesz Igor Chmela

Jana Klára Melíšková

Manekin (Ewa) Linda Rybová / Klára Lidová Gościnnie

Szef W Pracy Pavel Šimčík

Tancerka Klára Lidová Gościnnie

Mężczyzna Z Publiczności

Żołnierz Z Czeczenii Jaroslav Plesl

Goście Na Prywatce

 

Petr Zelenka /* 1967/ ukończył studia scenopisarstwa i dramaturgii na praskim famu.

Jako reżyser zadebiutował w 1993 roku filmem telewizyjnym visací zámek 1982-2007 [kłódka 1982-2007]. W 1996 roku nakręcił film paradokumentalny mňága-happy end, który zdobył trzecie miejsce na festiwalu filmowym Cottbus w 1996 roku oraz złotego zimorodka na festiwalu plzeńskim w 1997 roku. W 1997 roku miał premierę jego film, który zdobył dotychczas najwięcej nagród – knoflíkáří [zbieracze guzików], który uzyskał najbardziej prestiżową krajową nagrodą filmową, czeskiego lwa, za scenariusz, reżyserię, najlepszy film i najlepszą męską rolę drugoplanową za rok 1997. W 2000 roku miał premierę film samotáři [samotni] (w reżyserii davida ondříčka), w którym czeskiego lwa za rolę drugoplanową zdobył Jiří Macháček, a do nagrody za rolę główną był nominowany Ivan Trojan. W marcu 2002 roku miał premierę najnowszy film Petra Zelenki – rok ďábla [rok diabła]. Sztuka příběhy obyčejného šílenství [opowieść o zwyczajnym szaleństwie] jest pierwszą sztuką teatralną Petra Zelenki.