Teatr Powszechny w Łodzi

Pamiętajmy o ludziach teatru!

W ostatnich latach pożegnaliśmy wieloletnich aktorów i współpracowników związanych z Teatrem Powszechnym w Łodzi – Janusza KubickiegoAlicję KnastMariana KowalskiegoKrystynę SabaręJózefa Jaworskiego i Marka Grzelaka. Pamiętajmy o nich. O artystach, którzy byli oklaskiwani przez widzów, oraz o "ludziach cienia", którzy współtworzyli historię Teatru Powszechengo i łódzkiej kultury, choć nie wychodzili do oklasków. Pamiętajmy o Teresie Wrzesińskiej, duchowo i emocjonalnie związanej z naszym Teatrem wieloletniej Prezes Łódzkiego Okręgu Polskiego Związku Niewidomych, która odeszła w styczniu 2017 roku.

 

Janusz Kubicki na scenie debiutował w spektaklu "Ciemności kryją ziemię" w reżyserii Kazimierza Dejmka. Na deskach łódzkich scen stworzył kilkadziesiąt niezapomnianych ról w spektaklach m.in. Kazimierza Dejmka, Janusza Kłosińskiego, Jerzego Antczaka, Romana Sykały, Edwarda Dziewońskiego, Agnieszki Glińskiej i Waldemara Śmigasiewicza.

Studiowaliśmy razem. Już wtedy przypuszczałem, że w przyszłości stworzy nie jedną dobrą role. Nie pomyliłem się. Dzisiaj, patrząc wstecz, mogę powiedzieć, że był świetnym aktorem teatralnym, filmowym i dubbingowym. Wspaniały aktor i człowiek – tak zapisał się w pamięci tych, którzy znali go ze sceny i zza kulis - tak wspomina go aktor Powszechnego Michał Szewczyk. Publiczność uwielbiała go jako profesora Henry'ego Higginsa z "My Fair Lady". W tym spektaklu zagrałam rolę Elizy. Razem z Januszem stworzyliśmy wtedy jedne z naszych najlepszych, popisowych ról - mówi Barbara Połomska, aktorka Teatru Powszechnego.

Janusz Kubicki był prawdziwym człowiekiem teatru – jego barwne anegdoty wypełniały przestrzeń Powszechnego. Dla młodszych kolegów było to opowieści o teatrze i ludziach, których już nie poznali. Janusz był dżentelmenem i szalenie kulturalnym mężczyzną, który odnosił się do wszystkich z atencją. Był skromny, nie lubił mówić o sobie. Uwielbiał natomiast opowiadać o teatrze, dzielić się teatralnymi historiami i doświadczeniami. Pamiętam, jak jeszcze w ostatnich latach przy okazji wystawianego na naszej Małej Scenie „Marszu Polonia” wspólnie wspominaliśmy dawne czasy - mówi Barbara Połomska.

Alicja Knast była aktorką teatralną i filmową. Występowała na scenie Powszechnego od 1959 do 1989 r. - między innymi „Ślubach panieńskich” w reżyserii Eugeniusza Stawowskiego, „Kramie z piosenkami” w reżyserii Mirosława Szonerta oraz wyreżyserowanych przez Adama Hanuszkiewicza „Trzech siostrach”, „Domu Bernardy Alba” i „Tak jest, jak się państwu zdaje”.

Z Alą miałyśmy wspólną garderobę. Była świetną aktorką, choć mogłoby się zdawać, że jej warunki (była niewysoka, drobniutka) będą ją ograniczać. Nic bardziej mylnego. W „Skowronku" w reżyserii Sykały zagrała Joannę d'Arc z ogromną siłą i niesamowitą prawdą. Tą rolą zachwycała nie tylko łódzką publiczność – owacyjnie przyjęli ją również aktorzy na Węgrzech, gdzie graliśmy gościnnie spektakl. W ogóle jej siłą na scenie była wielka prawda. A jaka była prywatnie? Była przyzwoitym człowiekiem. Była dobrym człowiekiem. O nikim nie mówiła źle, starała się łagodzić konflikty, łagodziła nasze gorące głowy - opowiada o Alicji Knast Barbara Połomska.

Marian Kowalski związany był w Powszechnym od 1957 do 1989 roku. Pracował tutaj również jego dziadek, a obecnie pracuje tu jego syn Andrzej, którego - jak zaznaczają współpracownicy – wychował na porządnego człowieka. Zapisał się mocno w pamięci ludzi, którzy do dzisiaj pracują w Powszechnym. Ci, którzy go znali, mówią, że był „przyjacielski, życzliwy, profesjonalny”. Cała jego kariera zawodowa wiąże się z teatrem, którym – jak mówią koledzy - „żył całym sercem i duszą”. Był tutaj rzemieślnikiem, stolarzem, montażystą, maszynistą sceny. Jako ksiądz statystował w „Balladynie”.

Krystyna Sabara pracowała w Powszechnym 38 lat, od 1973 roku jako inspicjent i sufler. Była postacią nietuzinkową, barwną osobowością teatru, z którym związała zarówno swoje życie zawodowe, jak i prywatne (była drugą żoną naszego aktora Tadeusza Sabary i matką Rafała Sabary, który wyreżyserował trzy spektakle w Powszechnym). Chociaż w 2000 roku odeszła na emeryturę, to jeszcze do 2011 roku przez jedenaście lat - dopóki zdrowie pozwalało jej na to - nieprzerwanie współpracowała z Teatrem, dalej prowadząc m.in. przedstawienia kultowych „Szalonych nożyczek”. Kiedy przechodziła na emeryturę, dyrektor Teatru zorganizowała jej benefis z okazji kolejnego jubileuszu i przyznała Nagrodę Dyrektora Teatru.

Dbałość o najmniejszy szczegół i wsłuchiwanie się w potrzeby aktorów charakteryzowały pracę Józefa Jawoskiego i Marka Grzelaka, mistrzów krawiectwa i szewstwa. Józef Jaworski jako szewc był związany z Powszechnym 37 lat (do 2008 roku). Przez lata był autorytetem w swej dziedzinie, chętnie dzieląc się swym doświadczeniem i wiedzą. Zanim rozpoczął pracę w Teatrze Powszechnym współpracował z najważniejszymi przedsiębiorstwami, takimi jak Skogar i Moda Polska. Kiedy zdecydował się odejść na emeryturę, cały zespół zgotował mu długą owację na stojąco. Otrzymał wówczas w dowód uznania ufundowany przez Teatr wyjątkowy prezent. Był uwielbiany przez aktorów, a w szczególności aktorki, które urzekał swym urokiem osobistym, wdziękiem i elegancją. Swojej pracy oddawał się w pełni, podobnie jak Marek Grzelak – krawiec, który z Teatrem związany był 37 lat (od 1974 roku do 2011 roku); był mistrzem profesji, autorem strojów do wybitnych polskich filmów i ekranizacji. Jego twórczą pracę przerwała nagła, śmiertelna choroba. W pracowni krawieckiej i szewskiej światło często paliło się do późnych godzin nocnych. Marek Grzelak i Józef Jaworski potrafili nie tylko znakomicie realizować projekty scenografów i kostiumologów, ale przede wszystkim wiedzieli, że kostium to dla aktora nie tylko strój, ale jeden z elementów pozwalających zbudować mu postać.

W styczniu 2017 roku odeszła Teresa Wrzesińska - duchowo i emocjonalnie związana z naszym Teatrem wieloletnia Prezes Łódzkiego Okręgu Polskiego Związku Niewidomych, bardzo ważna dla nas postać i osobowość. Teresa Wrzesińska była wielką miłośniczką teatru i muzyki. Wraz z mężem starała się nie opuszczać żadnego koncertu czy spektaklu, jaki odbywał się w Łodzi. To właśnie dzięki jej umiłowaniu sztuki i otwartości na propozycję dyrektor Ewy Pilawskiej w 2005 roku odbyła się pierwsza premiera Teatru dla niewidomych i słabo widzących. Teresa Wrzesińska bardzo wspierała ten unikatowy projekt, który wciąż realizowany jest w naszym Teatrze - za nami 57 premier. Tak długo, jak pozwalało jej na to zdrowie, uczestniczyła regularnie we wszystkich przedstawieniach. Będziemy zawsze o niej pamiętać, dedykując jej kolejne spektakle w ramach projektu, który współtworzyła. Była niezwykła, inteligentna, odważna, z poczuciem humoru, dowcipna. Niezastąpiona. Była największym Przyjacielem Teatru dla niewidomych.


Kiedy żegnamy ludzi, którzy przez dekady tworzyli historię łódzkiego i polskiego teatru, czujemy także, że odchodzi pewna epoka. Naszym obowiązkiem jest pamiętać o tych, którzy tworzyli Teatr, w którym dziś pracujemy, a który Państwo możecie oglądać. 

Umarłych wie­czność dotąd trwa, dokąd pa­mięcią się im płaci.
(Wisława Szymborska)

Udostępnij

Tweet Share on Google+